<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<atom:link href="https://www.mokudo.pl/blog/x5feed.php" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<title><![CDATA[Blog Leśne Kąpiele Mokudo]]></title>
		<link>https://www.mokudo.pl/blog/</link>
		<description><![CDATA[Blog na temat budowania relacji z naturą i wzmacniania idei głębokiej ekologii.]]></description>
		<language>PL</language>
		<lastBuildDate>Thu, 10 Apr 2025 12:59:00 +0200</lastBuildDate>
		<generator>Incomedia WebSite X5 Evo</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Dlaczego ludzie nie czują się częścią Natury i co z tego wynika?]]></title>
			<author><![CDATA[Jacek 木人 Adamus]]></author>
			<category domain="https://www.mokudo.pl/blog/index.php?category=cz%C5%82owiek_i_natura"><![CDATA[człowiek i natura]]></category>
			<category>imblog</category>
			<description><![CDATA[<div id="imBlogPost_00000000C"><div class="imTALeft"><span class="fs11lh1-5">Jedną z potrzeb naszego gatunku jest budowanie relacji. Łączymy się w pary (niejednokrotnie na całe życie), przyjaźnimy się, jesteśmy częścią lokalnych społeczności, a w internecie spędzamy lwią część czasu w mediach społecznościowych, gdzie niezmiennie powiększamy swoją bazę wirtualnych znajomych.</span><br></div><div>Coraz rzadziej jednak postrzegamy Naturę jako partnerkę, z którą możliwe jest nawiązanie relacji. Co więcej, tworzymy sztuczny dystans pomiędzy nami a Naturą, zatraciwszy poczucie, że w istocie jesteśmy jej częścią – tak samo jak motyl, drzewo, czy wilcza jagoda.</div><div>Jakie są powody przyjęcia przez nas takiego paradygmatu i dlaczego powinniśmy go zmienić?</div><div><br></div><div><div class="imTACenter"><img class="image-1" src="https://www.mokudo.pl/images/b2.jpg"  width="1200" height="566" /></div></div><div><br></div><div><span class="fs14lh1-5">Tło kulturowe</span></div><div><span class="fs11lh1-5">Stosunek do przyrody ogółu ludzi wraz z którymi tworzymy społeczeństwo nie wynika z bieżących rozgrywek politycznych decydentów, nie jest tylko zbiorem przekonań wyniesionych z domu, ani pokłosiem bajek niejednokrotnie straszących dzieci mrocznymi kniejami i zamieszkującymi je złymi wilkami. Jego korzenie sięgają daleko w głąb historii naszego gatunku, którą szacuje się na około 300 000 lat </span>(1), <span class="fs11lh1-5">Początki stworzonej przez Homo sapiens cywilizacji datowane są na okres około 10 000 – 5000 lat temu</span><span class="fs11lh1-5"> </span><span class="fs11lh1-5">(2), co oznacza że ta forma organizacji społeczności na drodze naszej ewolucji pojawiła się bardzo późno.</span><span class="fs11lh1-5"> Był to czas kształtowania się społeczności o osiadłym trybie życia, które zamiast koczownictwa przeszły na osiadły tryb życia z hodowlą i uprawą roli. Za najstarszą cywilizację uznaje się Sumerów, którzy zasiedlili tereny rzek Tygrys i Eufrat około 3500 lat p.n.e.</span><br></div><div>Wraz z możliwością podporządkowania sobie coraz to nowych aspektów Natury, dokonał się przełom w myśleniu o niej i o naszym w niej miejscu. Był to początek radykalnych zmian nie tylko dla dobrobytu naszego gatunku, ale również dla jego duchowości.</div><div><br></div><div><span class="fs12lh1-5"><span class="imStrike">Boska </span>Natura</span></div><div>Animizm, czyli wiara w to że dusza jest atrybutem nie tylko ludzi, ale też roślin, zwierząt i nieożywionych części Natury, to najstarsza forma religii. Światopogląd ten towarzyszył Homo sapiens od czasów prehistorycznych (ok. 40 000 – 30 000 lat p.n.e), o czym świadczy m.in. zachowana sztuka naskalna. W myśl animizmu społeczności zbieracko-łowieckie żyły w przesiąkniętej szacunkiem symbiozie z Naturą, od łaski której uzależniony był ich byt. Najprawdopodobniej więc pierwotnie nie chodziło w animizmie wyłącznie o romantyczną z dzisiejszej perspektywy wizję duchowego zespojenia z Matką Naturą, ale również (a może przede wszystkim) o strach przed kaprysami sił, które mogły zagwarantować przeżycie kolejnego sezonu lub przynieść niechybną zagładę.</div><div>Wraz ze wspomnianym rozwojem rolnictwa i osiadłego trybu życia postrzeganie Natury przez ludzi ewoluowało. Obraz człowieka jako części Natury zaczął ustępować wizji człowieka, który posiada moc jej kontroli. Jednocześnie zaczęły powstawać religie politeistyczne, w których czczono m.in. bóstwa związane z płodnością, rolnictwem i cyklami przyrody (np. bogini Inanna w Mezopotamii). Wizja Natury jako substancji nierozerwalnie spajającej istoty ludzkie z resztą środowiska zaczęła więc tracić na znaczeniu. Będący systemem rozproszonym i opartym na osobistych relacjach z duchami animizm nie oparł się sile zorganizowanych religii, które ułatwiały zarządzanie rosnącymi populacjami poprzez centralną strukturę władzy. </div><div>W pierwszych wiekach naszej ery popularność zdobyły religie monoteistyczne, na czele z chrześcijaństwem. Zgodnie z jego doktryną Bóg jest transcendentny i oddzielony od stworzenia, a Natura stała się już tylko świadectwem boskiego aktu stworzenia. Sama w sobie straciła status „boskiej” i przestała być przedmiotem kultu. W Biblii została dodatkowo przedstawiona jako oddana ludziom we władanie, co potwierdzają słowa Boga tuż po stworzeniu człowieka:</div><div><br></div><div>„Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi.” <span class="fs11lh1-5">(3)</span></div><div><br></div><div>Fakt, że Natura jaką znamy z naszej strefy klimatycznej nie znalazła swojej pełnej reprezentacji w Biblii ma dalekosiężne skutki. Tekst, na podstawie którego stara się kształtować światopogląd kilku miliardów ludzi na całym świecie opowiada o wydarzeniach rozgrywających się na terenach pustynnych, skalistych wzgórzach i częściowo pośród roślinności śródziemnomorskiej. Panujący tam klimat jest bardziej gorący i suchy niż w większości Europy, co nie daje bohaterom możliwości doświadczania przyrody w znanym nam spektrum. Gdyby Jezus spacerował z apostołami po zielonych dąbrowach, słuchał szumu brzóz, leżąc u ich stóp wśród paproci i zachwycał się geniuszem żuków oraz innych leśnych istot, z pewnością żylibyśmy w świecie opartym w dużo mniejszej skali na bezdusznym wyzysku Natury.</div><div>Niestety myślenie ludzi w naszym kręgu kulturowym zdominował wspomniany wizerunek „ziemi poddanej” namaszczonemu gatunkowi. Taki pogląd jawnie stał w sprzeczności z licznymi w tamtych czasach religiami animistycznymi, które zaczęto wypierać poprzez aktywną ekspansję i misjonarstwo chrześcijaństwa i islamu. Choć więc religie abrahamowe traktowały przyrodę jako dzieło Boże, paradoksalnie doprowadziły do jej desakralizacji i usankcjonowały człowieka jako jej władcę .</div><div><br></div><div><span class="fs12lh1-5">Antropocentryzm</span></div><div>Już w filozofii antycznej Grecji pojawiały się idee przyznające człowiekowi szczególne miejsce w otaczającym świecie. Zdaniem Arystotelesa istotę przyrody stanowi różnorodność, w obrębie której każdy byt ma wyznaczone miejsce i funkcje. Zaznacza jednak, że Natura jest uporządkowana hierarchicznie, a o zajmowanym w niej poziomie decyduje stopień złożoności organizmu. Biorąc więc pod uwagę swój wysoki poziom rozwoju, człowiek miał zajmować w przyrodzie pozycję naczelną. <span class="fs11lh1-5">(4)</span></div><div>W renesansie (XV-XVI w.) umysły najznakomitszych myślicieli owładnął antropocentryzm, przez co optyka filozofów, uczonych i artystów umiejscowiła człowieka w centrum ich rozważań. To człowiek, ludzki organizm i ludzki umysł stały się miarą i punktem wyjścia do poznania tajemnic wszechświata, rządzących nim praw i obowiązującej moralności. Takie podejście implikuje oczywiście konkretne decyzje w życiu politycznym i społecznym, a utrwalone przez wieki – staje się jednym z fundamentów kultury. I chociaż wciąż można odnaleźć w dziełach z epoki zachwyt przyrodą, służyła ona co najwyżej za drogę do zrozumienia boskiego porządku, sama w sobie nie posiadając transcendentalnego pierwiastka. Natura przestała być utożsamiana z czymś żywym i życiodajnym na rzecz wizji sprawnie funkcjonującej maszyny. </div><div>Ten mechanistyczny pogląd był naczelną narracją o Naturze przez ostatnie 500 lat i wciąż kształtuje kolejne pokolenia, dla których możliwość matematycznego tłumaczenia zasad biologii jest bardziej frapująca niż refleksja nad samoorganizującą się mistyczną siłą.</div><div><br></div><div><span class="fs12lh1-5">Systemowe odgradzanie się od Natury </span></div><div>Ciągły rozwój miast oraz wzrost potrzeb ich mieszkańców od początku wymuszały zmiany społeczne i gospodarcze, czego doskonałym przykładem była rewolucja przemysłowa z XVIII w. Rozwój technologii, niezmiennie w antropocentrycznym ujęciu, przyniósł ówczesnym &nbsp;ludziom niezaprzeczalne korzyści. Nie miał jednak litości dla środowiska naturalnego. Przyroda zyskała na znaczeniu jedynie jako zasób do eksploatacji, tracąc resztki swego duchowego charakteru.</div><div>Warto zauważyć, że wpływ na coraz rzadsze dostrzeganie w Naturze jej boskiego pierwiastka miał (i wciąż ma) fakt coraz dotkliwszego fizycznego oddzielenia zamieszkujących miasta ludzi od naturalnych przestrzeni. Przestaliśmy mieć na co dzień kontakt z fauną i florą, przez co mamy coraz mniej okazji na budowanie i podtrzymywanie z nią więzi. Z kolei rozproszone po świecie rdzenne społeczności, których przywiązanie do Natury wciąż jest głębokie i ewidentne, muszą walczyć o prawo do egzystowania zgodnie ze swoją kulturą i tradycjami. Jesteśmy świadkami ich zaniku, spowodowanego konsekwentnym wypieraniem przez kulturę przemysłową.</div><div><br></div><div><div><img class="image-4" src="https://www.mokudo.pl/images/Urban-Heights-Perspective.jpg"  width="1199" height="535" /></div></div><div><div class="imTARight"><br></div></div><div>Kolejnym elementem osłabiającym na przestrzeni wieków pozycję Natury w życiu przeciętnego człowieka jest wciąż dominujący u nas pruski system edukacji. On również nie pomaga w opartym na fascynacji bezpośrednim doświadczaniu tajemnicy zachodzących w przyrodzie procesów. Koncentruje się za to na przekazywaniu w sposób zmechanizowany wiedzy czysto teoretycznej. Ten model edukacyjny powstał na przełomie XVIII i XIX wieku w odpowiedzi na narodowe zapotrzebowanie na piśmiennych żołnierzy, skrupulatnych urzędników i wydajnych robotników. Zarówno wygląd sali lekcyjnej, jak i schemat zajęć oraz organizacja placówki służyły jednemu nadrzędnemu celowi – wdrukowaniu w młode umysły poszanowania hierarchii i posłuszeństwa, a przez to ograniczenie samodzielnego myślenia. <span class="fs11lh1-5">(6)</span><span class="fs11lh1-5"> Dlatego cały czas uczymy się gotowych schematów myślowych bez przestrzeni na konstruktywne kontestowanie rzeczywistości. Z zasady przyjmujemy ją taką, jaką została nam przedstawiona przez wszelkiego rodzaju autorytety. Mało kto więc bierze jeszcze pod uwagę myśl, że Natura może być czymś więcej niż zasobem w służbie człowieka. Że może być partnerka, przewodniczką, drogą do duchowych odkryć i spełnionego, harmonijnego życia.</span></div><div><br></div><div><span class="fs12lh1-5">Nowoczesna medycyna </span></div><div>Nauka coraz częściej kieruje swoją uwagę na związek dobrostanu fizycznego i psychicznego z ekspozycją na Naturę. To ważne, ponieważ do niedawna tezy o uzdrawiającej mocy niektórych roślin i związanych z Naturą praktyk były traktowane przez środowiska akademickie lekceważąco. Z biegiem czasu nawet część pogardzanej medycyny ludowej znalazła swoją reprezentację w publikacjach naukowych. Powszechny powrót do leczenia choćby części dolegliwości naturalnymi metodami jest niezwykle trudny w związku z wpojonym nam przekonaniem o wyższości syntetycznych specyfików nad ich naturalnymi odpowiednikami. Ta narracja jest jednym z głównych oręży farmaceutycznego lobby, dla którego naturalna medycyna jest finansowym zagrożeniem. </div><div>Tymczasem całkowite wypieranie tradycyjnej medycyny z naszego życia rodzi poważne konsekwencje w kontekście naszego stosunku do Natury. Przez tysiąclecia różne gatunki roślin na całym świecie uznawane były za święte lub traktowano je jak dary od bogów. Źródłem tych przekonań była skierowana do konkretnej rośliny wdzięczność za uratowanie zdrowia i życia lub za pomoc w spłodzeniu dziecka i utrzymaniu ciąży. Wspomniana wdzięczność łączyła się następnie z szacunkiem, leżącym u podstaw każdej zdrowej relacji. </div><div>Oferowanym nam współcześnie tabletkom brakuje podmiotowości – nie wywodzą się bezpośrednio z żadnego znanego nam ekosystemu; są wytwarzane w wielkich laboratoriach na zlecenie potężnych korporacji. Są bezosobowym produktem, w którym nigdy nie tętniło życie i który przez to w żaden sposób nie zbliża nas do Natury. Buduje to w wielu umysłach przeświadczenie, że oto ostatecznie uniezależniliśmy się od przyrody, że przewyższyliśmy ją swoim intelektem, więc do niczego więcej jej już nie potrzebujemy.</div><div><br></div><div>Na szczęście są na świecie miejsca, w których zauważyć można odwrotny trend. Tak jest na przykład w Indiach, gdzie powołano Ministerstwo AYUSH, mające na celu promocję Ajurwedy jako równorzędnego systemu medycznego, obok medycyny konwencjonalnej. W ramach AYUSH finansowane są badania o standardach zachodnich (Evidence-Based Medicine/EBM), które pozwalają na koegzystencję tradycji i nowoczesności w ramach opieki zdrowia. <span class="fs11lh1-5">(7)</span><span class="fs11lh1-5"> Takie rozwiązanie pomaga również odbudowywać świadomą zależność społeczeństw od zamieszkiwanych przez nie ekosystemów.</span></div><div><br></div><div class="imTACenter"><br></div><div><div class="imTARight"><img class="image-2" src="https://www.mokudo.pl/images/Sun-kissed-Forest-Underbrush.jpg"  width="1200" height="532" /></div></div><div><br></div><div><span class="fs14lh1-5">Tło biologiczne</span></div><div>Jak już wspomniałem, historię naszego gatunku szacuje się na około 300 000 lat, a radykalne odsunięcie od Natury nastąpiło w XVIII w., wraz z rewolucją przemysłową. Gdyby przyrównać więc nasz gatunek do 70-letniej osoby, okazałoby się że opuściła ona otoczenie w którym spędziła całe życie ledwo 2 tygodnie temu… W tym czasie dramatycznie ograniczono jej dostęp do niemal wszystkich znanych przestrzeni, faktur, zapachów i dźwięków. Nietrudno wyobrazić sobie dezorientację, lęk i stres wywołane taką sytuacją. Nasze organizmy wykazują dobrą zdolność do adaptacji, jednak tempo i jej zakres są ograniczone. </div><div>Ewoluowaliśmy jako gatunek funkcjonujący w bezpośrednim otoczeniu Natury, co ukształtowało nas genetycznie i fizjologicznie. Nasze organizmy są biologicznie przystosowane do życia w przyrodzie i dlatego reagują na Naturę w konkretny sposób, niezależnie od indywidualnych przekonań. </div><div><br></div><div><span class="fs12lh1-5">Ewolucyjne ślady </span></div><div>Niech za przykład naszego przystosowania do życia w Naturze posłuży zdolność naszych oczu do rozpoznawania koloru zielonego, tak ściśle z nią związanego. Okazuje się, że jesteśmy w stanie rozróżnić około 100 odcieni zieleni – zdecydowanie więcej, niż jakąkolwiek inną barwę wraz z jej pochodnymi. <span class="fs11lh1-5">(8)</span><span class="fs11lh1-5"> Taka umiejętność była oczywiście niezbędna dla naszych przodków, żyjących na co dzień pośród setek, jeśli nie tysięcy roślin. Ponadto dowiedziono, że barwa zielona uspokaja nas, ułatwia skupienie i prowadzi do bardziej skoordynowanych reakcji motorycznych. </span><span class="fs11lh1-5">(9)</span></div><div><br></div><div>Kolejnym śladem adaptacji ewolucyjnej naszego gatunku jest zdolność do wyczuwania geosminy, czyli związku chemicznego, który nadaje charakterystyczny zapach wilgotnej ziemi po deszczu. Ludzki nos jest niezwykle czuły na geosminę, potrafiąc wykryć jej stężenie nawet na poziomie 5 cząsteczek na trylion i jest to dla nas jeden z najniższych progów detekcji. Dla porównania zapach zawartego w zmywaczu do paznokci acetonu wykrywamy przy 20 cząsteczkach na milion, a wanilii przy 2 cząsteczkach na miliard. Różnica jest więc zasadnicza. Zdolność wykrywania wilgoci była kluczowa dla naszego gatunku nie tylko w suchych regionach Afryki, ale też w całej jego migracyjnej historii, zwiększając szanse przetrwania przez lokalizację dostępu do wody i pożywienia.</div><div><br></div><div><span class="fs12lh1-5">Działanie Lasu</span></div><div>Powyższe przykłady traktują o immanentnych cechach naszego organizmu, wektor skierowany jest więc w ich przypadku na zewnątrz. Bez trudu można jednak znaleźć w wynikach badań naukowych dziesiątki przykładów na sytuację odwrotną, kiedy to otoczenie Natury działa na nas – do wewnątrz. </div><div><br></div><div>Już samo wdychanie leśnego powietrza sprawia, że wprowadzamy do naszego ustroju aerobiologiczną mieszankę czynnych substancji. Jednymi z nich są fitoncydy, czyli związki chemiczne produkowane przez rośliny w celu komunikacji oraz obrony przed mikroorganizmami, takimi jak bakterie, wirusy i grzyby. Okazało się, że nawet po dostaniu się do ciała człowieka działają przeciwbakteryjnie, przeciwgrzybicznie i &nbsp;przeciwwirusowo. Udowodniono też, że ich obecność w ciele zwiększa liczbę i aktywność przeciwnowotworowych komórek NK, znacząco obniża poziom hormonu stresu (kortyzolu). Dodatkowo mogą wyraźnie obniżać ciśnienie krwi i tętno, zwiększać zmienność rytmu zatokowego, osłabiać aktywność układu współczulnego i podnosić aktywność układu przywspółczulnego, co owocuje poczuciem odprężenia.</div><div>Również terpeny działają &nbsp;przeciwzapalnie oraz bakteriobójczo. Są powszechnie obecne w różnych częściach roślin, a zwłaszcza w olejkach eterycznych i żywicach. Rośliny używają ich do przyciągania lub odstraszania zwierząt, a przez ludzi wykorzystywane są z dużą skutecznością w aromaterapii.</div><div><br></div><div><span class="fs11lh1-5">Obecne w Naturze dźwięki, takie jak śpiew ptaków, szum koron drzew i płynącej wody również pozytywnie wpływają na nasze samopoczucie. Wsłuchiwanie się w nie działa uspokajająco, redukuje poziom kortyzolu, a także może poprawiać funkcje poznawcze.</span></div><div><span class="fs11lh1-5">Z kolei tak prozaiczna rzecz jak ekspozycja na naturalne światło słoneczne jest kluczowa dla syntezy witaminy D w naszej skórze, co wpływa na zdrowie kości i funkcjonowanie układu odpornościowego. Przy okazji pobytu „pod chmurką” pozwalamy światłu słonecznemu regulować nasz rytm okołodobowy, co ma bezpośrednie przełożenie na jakość snu.<br></span><br></div><div>Dotykając glebę nagą skórą, uziemiamy się, czyli inicjujemy proces wyrównywania ładunków elektrycznych w naszym ciele. Uziemienie redukuje stany zapalne i poziom odczuwania bólu, przyspiesza gojenie ran oraz zmniejsza lepkość krwi. <span class="fs11lh1-5">(10)</span></div><div>Dodatkowo w przypadku stania boso na ziemi, zbierania owoców runa leśnego lub grzebana rękami w ziemi (częsty przypadek prac ogrodniczych) mamy bezpośredni kontakt ze znajdującą się w glebie bakterią Mycobacterium vaccae. W wyniku jej działania nasz mózg zwiększa produkcję serotoniny i noradrenaliny, przez co czujemy się szczęśliwsi i spokojniejsi. </div><div>Co więcej, stwierdzono że dotykanie naturalnych elementów, takich jak kora drzew czy woda, pobudza receptory czuciowe, co prowadzi do redukcji napięcia i stresu. <span class="fs11lh1-5">(11)</span><span class="fs11lh1-5"> Ponadto tego rodzaju praktyki sprzyjają pogłębianiu uważności i osadzaniu się w chwili obecnej, co ma pozytywny wpływ na zdrowie psychiczne.</span></div><div><br></div><div><div class="imTACenter"><img class="image-5" src="https://www.mokudo.pl/images/Hands-Nurturing-Plant.jpg"  width="1200" height="547" /></div></div><div><br></div><div><span class="fs14lh1-5">Życie w deficycie, czyli społeczeństwo XXI w.</span></div><div><span class="fs11lh1-5">Z obserwacji znanej nam rzeczywistości wynika, że jako gatunek zaszliśmy w rozwoju wyjątkowo daleko. Potrafimy myśleć logicznie i abstrakcyjnie, zadajemy sobie pytania egzystencjalne i rozwijamy swoją duchowość. Potrafimy się komunikować na wiele sposobów, tworzymy różnorodne kultury oraz złożone struktury społeczne.</span><br></div><div>Obrany przez nas kierunek nie jest jednak idealny, czego przykładem może być stale rosnąca grupa tzw. „chorób cywilizacyjnych”. Częściową odpowiedzią na pytanie o przyczyny takiego stanu rzeczy zdaje się być postępująca izolacja od otoczenia, które towarzyszyło nam przez zdecydowaną większość czasu naszej biologicznej ewolucji.</div><div>Należy wyraźnie zaznaczyć, że brak regularnego dostępu do naturalnych przestrzeni ma negatywny wpływ na naszą kondycję fizyczną i psychiczną. Można znaleźć na ten temat wiele naukowych opracowań, a w toczących się dyskusjach coraz częściej pojawia się zaproponowany przez Richarda Louva termin „Zespołu Deficytu Natury”. Choć nie jest formalnie medyczną diagnozą, to jednak celnie wskazuje negatywne konsekwencje braku kontaktu z Naturą, w szczególności wśród dzieci i młodzieży.</div><div><br></div><div>W kontekście problemów psychicznych mówi się w szczególności o zwiększonym poziomie stresu i lęku, który zdecydowanie częściej obserwuje się u osób z ograniczonym kontaktem z Naturą. Brak nawyku przebywania w dzieciństwie w przyrodzie wiąże się z gorszym zdrowiem psychicznym w dorosłości, w tym z wyższym ryzykiem depresji. (12) Udowodniono, że kontakt z przyrodą obniża poziom kortyzolu, co bezpośrednio przekłada się na poprawę samopoczucia i satysfakcji z życia.</div><div>Ponadto dzieci spędzające mniej czasu na świeżym powietrzu mają krótszy czas skupienia uwagi i trudności w rozwiązywaniu problemów. Rosnąca tendencja do spędzania czasu w zamkniętych pomieszczeniach zbiera swoje żniwo m.in. w postaci zastraszającego wzrostu diagnoz przypadków ADHD. </div><div><br></div><div>Jako przykład problemów fizycznych na pierwszym miejscu wskazuje się otyłość. Osoby spędzające mniej czasu na zewnątrz są bardziej narażone na siedzący tryb życia, co zwiększa ryzyko otyłości i związanych z nią problemów zdrowotnych, np. nadciśnienia tętniczego. Z drugiej strony, kontakt z odpowiednim leśnym ekosystemem może bezpośrednio obniżyć ciśnienie krwi (13). Jak wspomniałem wcześniej, regularny kontakt z naturalnym środowiskiem wspiera układ immunologiczny, a co za tym idzie – jego brak sprzyja osłabieniu odporności. U osób unikających naturalnych przestrzeni zaobserwowano również koordynację ruchową na zauważalnie niższym poziomie niż wśród amatorów outdooru.</div><div><br></div><div>Od strony społecznej warto napomknąć, że regularne przebywanie w Naturze wzmacnia kreatywność i potencjał intelektualny, wspiera rozwój emocjonalny, a także poprawia samopoczucie. Brak ekspozycji na działanie przyrody powoduje więc deficyty w każdym z tych obszarów. W konsekwencji niedobór kontaktu z Naturą może prowadzić do pogłębienia poczucia braku sensu, przynależności i wyobcowania. Taki stan implikuje ograniczenia interakcji społecznych i osłabienia więzi z innymi ludźmi. Nie bez powodu okazało się, że w wielkich miastach to parki pełnią funkcję „stabilizatorów społecznych”, ułatwiając interakcje osobom które w innych okolicznościach nie nawiązałyby kontaktu z obcymi. (14)</div><div><br></div><div><span class="fs11lh1-5">Wszystko wskazuje na to, że jako gatunek potrzebujemy bliskości Natury, aby móc w pełni realizować swój potencjał. Już poprzez samą obecność w naturalnym dla nas otoczeniu jesteśmy w stanie dostarczyć organizmowi niezbędnych bodźców i elementów, dzięki którym optymalizujemy działanie naszego ciała i tym samym wspieramy jego zdolność do homeostazy.</span><br></div><div>Oczywiście samo przebywanie w Lesie nigdy nie było i nie stanie się remedium na wszystkie nasze problemy, jednak może w wyraźny sposób przyczynić się do polepszenia jakości naszego życia – zarówno fizycznego, jak i psychicznego.</div><div>Dlatego tak ważne jest budowanie i ciągłe pielęgnowanie naszej relacji z Naturą, w tym przypominanie sobie, że jesteśmy jej integralną częścią.</div><div>Im szybciej to zrozumiemy, tym większą mamy szansę &nbsp;na konwersję ze społeczeństwa wyzyskującego Naturę na wspólnotę żyjącą z nią w zgodzie – czyli w zgodzie z sobą samym i swoimi potrzebami.</div><div><br></div><div><div><img class="image-0" src="https://www.mokudo.pl/images/Solitary-Figure-in-Minimalist-Setting.jpg"  width="1200" height="498" /></div></div><div><br></div><div>W kolejnym artykule chciałbym przedstawić kilka przykładów tego, w jaki sposób możemy pogłębiać relację z otaczającą nas Naturą. </div><div><br></div><div><br></div><div><br></div><div><br></div><div><span class="fs11lh1-5">------------------------------------</span></div><div><div><span class="fs11lh1-5">(1) </span><span class="fs11lh1-5">D. </span><span class="fs11lh1-5">Richter, R. </span><span class="fs11lh1-5">Grün, R.</span><span class="fs11lh1-5"> Joannes-Boyau, The age of the hominin fossils from Jebel Irhoud, Morocco, and the origins of the Middle Stone Age. Nature 546, s. 293–296.</span></div><div><span class="fs11lh1-5">(2) Na potrzeby tekstu za „cywilizację” przyjęto społeczeństwo, które wykształciło kulturę miejską ze społeczną hierarchią, technologię do budowy budynków powyżej 1 kondygnacji, pismo oraz rozwiniętą produkcję rolniczą.</span></div><div><span class="fs11lh1-5">(3) Księga Rodzaju 1:28</span></div><div><span class="fs11lh1-5">(4) Z. Pietrzak, Człowiek a środowisko – czy w idei postępu zawsze tkwi ziarno destrukcji? W dziewięćdziesiątą rocznicę urodzin Jeana Dorsta (1924-2001), Kultura i Wartości nr 13/2015, s. 99</span></div><div><span class="fs11lh1-5">(5) J. Dębowski, Filozoficzne źródła refleksji ekologicznych, s. 21-22.</span></div><div><span class="fs11lh1-5">(6) G. Bortacka, Prusacy wymyślili system edukacji dla robotników i żołnierzy. Do dziś kształcimy w nim dzieci, https://twojahistoria.pl/2022/03/10/prusacy-wymyslili-system-edukacji-dla-robotnikow-i-zolnierzy-do-dzis-ksztalcimy-w-nim-dzieci/</span></div><div><span class="fs11lh1-5">(7) https://ayushportal.nic.in</span></div><div><span class="fs11lh1-5">(8) M. Mencagli, M. Nieri, Lecznicza moc drzew, s. 19</span></div><div><span class="fs11lh1-5">(9) P. Zieliński, Wpływ barw otoczenia na reakcje fizjologiczne i zachowanie, Roczniki Psychologiczne X,1,2007, s.15</span></div><div><span class="fs11lh1-5">(10) K. Simonienko, Nerwy w las, s. 60</span></div><div><span class="fs11lh1-5">(11) K. Simonienko, Nerwy w las, s. 97<br></span></div><div><span class="fs11lh1-5">(12) https://research.childrenandnature.org/research/low-exposure-to-natural-outdoor-environments-during-childhood-is-associated-with-worse-mental-well-being-in-adulthood/</span></div><span class="fs11lh1-5">(13) P. Wohlleben, Dotknij, poczuj, zobacz, s. 146</span><br><div><span class="fs11lh1-5">(14) M. Mencagli, M. Nieri, Lecznicza moc drzew, s. 36</span></div></div></div>]]></description>
			<pubDate>Thu, 10 Apr 2025 10:59:00 GMT</pubDate>
			<enclosure url="https://www.mokudo.pl/blog/files/blog_thumb.jpg" length="386248" type="image/jpeg" />
			<link>https://www.mokudo.pl/blog/?dlaczego-ludzie-nie-czuja-sie-czescia-natury-i-co-z-tego-wynika</link>
			<guid isPermaLink="false">https://www.mokudo.pl/blog/rss/00000000C</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Korzystna perspektywa podróżowania]]></title>
			<author><![CDATA[Jacek 木人 Adamus]]></author>
			<category domain="https://www.mokudo.pl/blog/index.php?category=cz%C5%82owiek_i_natura"><![CDATA[człowiek i natura]]></category>
			<category>imblog</category>
			<description><![CDATA[<div id="imBlogPost_000000006"><div class="imTAJustify"></div><div>Mam wrażenie, że często popełniamy kardynalny błąd w sposobie myślenia o podróżach. Nagminnie słyszy się, że ktoś planuje zaatakować górę, pokonał dystans, zdobył szczyt, ujarzmił morze itp. W frazach tych przejawia się obsesja dominacji nad przyrodą, którą stawia się w opozycji do nas samych. Oto ja, dumny człowiek oparłem się sile natury i pokonałem ją dzięki swej wytrwałości. Tymczasem natura jaka była, taka będzie bez względu na nasze wyimaginowane sukcesy i porażki. Nie musi niczego manifestować ani nam, ani sobie i w tym właśnie tkwi jej nienaruszalna siła. W przeciwieństwie do nas – istot, które stale próbują udowadniać światu, a tak naprawdę samym sobie, własną wartość.</div><div><br></div><div> </div><div>Osobiście preferuję przepuszczać plany i wspomnienia z wypraw przez pryzmat jedności i partnerstwa. Zamiast walczyć z górą, już u jej stóp witam się z nią i szczerze się cieszę na wspólną przygodę. Mając ją za partnera, każdy etap wspinaczki może okazać się równie satysfakcjonujący. Kiedy zostaję dopuszczony na szczyt, nie mam w zwyczaju napawać się swoim zwycięstwem nad naturą; chyba że co najwyżej własną. Po dotarciu na czubek góry Fuji, po kilku godzinach naprawdę ciężkiej przeprawy nocą przez deszcz i śnieg, podziwiając w końcu znad krawędzi krateru wschód słońca, aż wyłem ze szczęścia. Wspaniałe osiągnięcie, niezapomniane przeżycie, którego mogłem doświadczyć nie tylko dzięki własnej determinacji, ale i hojności przyrody. To z nią dzieliłem swój sukces i jej byłem wdzięczny.</div><div><br></div><div> </div><div class="imTACenter"><span class="fs11lh1-5"><b>Po prostu być</b></span></div><div> &nbsp;</div><div><br></div><div>Nie trzeba jednak heroicznych gestów, żeby przeżyć podobne chwile uniesienia. Przy okazji wizyty w miejscu, w którym natura zachwyca mnie swoim pięknem lub tajemniczością, niezmiennie ulegam jej majestatowi i z radością pozwalam się jej wchłonąć. Na przykład w czasie podróży po niekończących się mongolskich stepach, pewnego ranka wszedłem na jedno ze wzgórz, z których rozpościerał się widok na leżącą po jego drugiej stronie dolinę i otaczające ją uśpione zielone garby. Usiadłem na kamieniu i w ciszy przyglądałem się hipnotyzującemu pejzażowi. Czas przestał istnieć, a ja parokrotnie straciłem poczucie własnej cielesności i stawałem się częścią krajobrazu. Dookoła w trawach tętniło życie całych cywilizacji owadów. Wystarczyło skupić wzrok na porośniętej grubymi źdźbłami traw ziemi, żeby dostrzec między innymi kolonie mrówek i zastępy koników polnych, które niczym Morze Czerwone rozstępowały się przed każdym postawionym przeze mnie krokiem. Po podniesieniu głowy łatwo było jednak nabrać przeświadczenia, że wokół jestem jedyną żyjącą istotą. Cisza i iluzoryczna statyczność krajobrazu mówiły mi, że nic się tu nigdy nie wydarzyło i miejsce to pozostanie nienaruszone już po wsze czasy. Ale wspinające się z zaciekawieniem po moich nogach insekty wyraźnie przypominały mi, że to nieprawda. To miejsce emanowało życiową energią mocniej niż centrum Szanghaju. A ja byłem jedynie gościem, któremu dane było z uśmiechem i przejęciem obserwować ten cichy cud natury.</div><div><br></div><div></div><div class="imTACenter"><img class="image-1" src="https://www.mokudo.pl/images/mongolski-step.jpg"  width="958" height="719" /></div><div><br></div><div>Opisane powyżej nastawienie dotyczyć może też podróży w miejsca, które z naturą mają niewiele wspólnego. Dużo łatwiej powiedzieć mi, że przeszedłem spektakularny chiński Wąwóz Skaczącego Tygrysa, niż że zwiedziłem Tokio. O ile wąwozowi łatwo wyznaczyć granice i główną trasę, to nie potrafiłbym jednoznacznie wskazać położenia serca metropolii, konkretnego miejsca na mapie, które stanowi o jej wyjątkowości. Skłaniam się ku tezie, że jest to niemożliwe i dlatego w przypadku wypraw do miast (a właściwie po miastach), podobnie jak w przypadku wizyt w parkach narodowych, za odpowiednie nastawienie uznaję próbę wczucia się w klimat danego miejsca. Lubię dostroić się do jego wibracji i dać się jej ponieść, niczym fali. Po raz kolejny okazuje się wtedy, że od celu ważniejsza jest sama droga, a wspomniane przed chwilą kartograficzne rozterki przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.</div><div>Tego typu doświadczenia znajdują swoje miejsce tak głęboko w sercu podróżnika, że mają moc nieporównywalnie większą od jakiejkolwiek materialnej pamiątki czy podziwu osób trzecich.</div><div><br></div><div class="imTACenter"><span class="fs11lh1-5"><b>Zwalcz… swoje ego</b></span></div><div><br></div><div> &nbsp;</div><div>Przywołane powyżej przeżycia przekonały mnie o popełnianym przez nas błędzie poznawczym, o którym wspomniałem na samym początku. O odcinaniu się przez podróżników od natury i traktowaniu jej jako konkurenta, zamiast partnera. Sam niejednokrotnie opowiadałem o tym, jak musiałem walczyć z żywiołem, teraz jednak coraz częściej zauważam, że potrzeba tej walki była efektem mojej arogancji. Na przykład podczas wyjazdu na Sri Lankę zignorowałem ostrzeżenia o panujących na południu wyspy silnych prądach, które miały wciągać w otchłań Oceanu Indyjskiego nieroztropnych plażowiczów. Przekonany o własnej sile stanąłem wraz z żoną naprzeciw fal, które chwilę później bez najmniejszego problemu bezlitośnie nas spacyfikowały. Byliśmy dla nich niczym więcej, jak tylko niewartymi uwagi dwoma ziarenkami piasku. Oszołomiony uderzeniem zacząłem swój żałosny taniec w wodnym młynie niczym szmaciana lalka. Wyrzucony po kilkunastu sekundach na brzeg, ledwo co łapiąc oddech, zacząłem nerwowo szukać wzrokiem żony. Serce podeszło mi do gardła, nie potrafiłem wstać i utrzymać równowagi. Po trwającej całą wieczność chwili w końcu zobaczyłem ją, ledwo wynurzającą się o własnych siłach spośród spienionych fal. Nie przypominała Afrodyty, w jej powrocie na plażę nie było niczego szlachetnego, ni romantycznego. Początkowy strach przed siłą oceanu z czasem przerodził się w szacunek i towarzyszy nam po dziś dzień.</div><div><br></div><div></div><div class="imTACenter"><img class="image-2" src="https://www.mokudo.pl/images/fale-w-Tangall.jpg"  width="958" height="719" /><br></div><div><div><span class="fs11lh1-5"><br></span></div><div><span class="fs11lh1-5">W tamtym momencie dotarło do mnie, że człowiek nigdy tak naprawdę nie rywalizuje z naturą, bo czy można nazwać walczącymi dzieci okładające drobnymi piąstkami jednego z Tytanów? Czerpiemy przyjemność z udowodniania sobie, że jesteśmy silniejsi, ponad coś lub kogoś. W rzeczywistości nigdy nie pokonamy natury, ponieważ jej siła wykracza daleko ponad nasze możliwości zrozumienia. Mimo to wciąż sztucznie staramy się udowadniać sobie naszą potęgę. Nawet jeśli robimy to poprzez nieświadome powtarzanie fraz typu „pokonałem tę górę”, popełniamy wielki błąd na temat naszego miejsca w przyrodzie i sensu podróżowania.</span><br></div><div><br></div><div class="imTACenter"><span class="fs11lh1-5"><b>Efekt ogólnego widoku</b></span></div><div><br></div><div> &nbsp;</div><div>W trakcie każdej wyprawy chyba najbardziej cieszy mnie poczucie poszerzenia świadomości na temat tego, jak wygląda świat poza dostępnym mi na co dzień horyzontem. Każdy krok prowadzi ku przekonaniu, że szeroko pojęta natura, również ta ludzka, nie uznaje granic. Choć jej powierzchowność potrafi być bardzo różnorodna, jej puls jest w jakiś sposób wspólny pod każdą szerokością geograficzną. Bardzo wyraźnie poczułem to zarówno podczas niemalże rocznego pobytu w Chinach, jak i w trakcie dwumiesięcznej tułaczki autostopem po Japonii. Codzienne spotkania z nowymi towarzyszami i ich osobistymi historiami okazały się być bezcennymi lekcjami życia, a noclegi w namiocie na plażach, parkingach, poboczach i w parkach dla bezdomnych były nawet bardziej zachwycające niż te w domach przypadkowo spotkanych autochtonów. Inny świat, a jednak tak bardzo swojski.</div><div> </div><div><br></div><div> &nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Marzę o dwóch związanych z podróżami doświadczeniach. Pierwsze to wspólna kąpiel na otwartej przestrzeni z wielorybami. Oko w oko – dosłownie i w przenośni. Jak wykazała nauka, emocjonalność tych stworzeń jest dalece bardziej rozwinięta niż naszego gatunku, co czyni je w moich oczach pewnego rodzaju wyższym bytem. Czuję, że spotkanie z nimi jest mi pisane i stanie się głębokim przeżyciem, na myśl o którym nawet teraz przechodzą mnie dreszcze na całym ciele.</div><div>Co do możliwości spełnienia drugiego marzenia mam uzasadnione obawy – chciałbym wybrać się w podróż na orbitę okołoziemską. Nie w celu podbój kosmosu, ale po to żeby na własnej skórze doświadczyć fenomenu the overview effect, czyli „efektu ogólnego widoku”, pod którego działaniem pozostają do końca życia wyniesieni na orbitę astronauci.</div><div><br></div><div></div></div><div class="imTACenter"><img class="image-3" src="https://www.mokudo.pl/images/planeta.jpg" alt="źródło: Nasa, 29.07.2015" title="źródło: Nasa, 29.07.2015" width="958" height="719" /><br></div><div><div><br></div><div>Polega on na zmianie kognitywnej, która zachodzi w umyśle osoby wystawionej na widok planety Ziemi z zewnątrz. Zachwyceni jej pięknem kosmiczni eksploratorzy zgodnie wyznają, że pojawiło się w nich poczucie głębokiej jedności i więzi z planetą, o której nie potrafią już myśleć inaczej, jak tylko z najwyższą czułością. Otwarcie przyznają, że celem ich ekspedycji były nowe gwiazdy i planety, a najważniejszym odkryciem okazał się być nowy rodzaj samoświadomości. Według nich Ziemia, z jej liniami wyraźnie oddzielającymi kontynenty od oceanów, siatkami nocnych świateł, błyskami piorunów i otulającą ją cienką powłoką atmosfery wygląda jak żywy, oddychający i niezwykle delikatny organizm. Organizm, o który należy szczególnie dbać i którego częścią jest każda żyjąca istota, tworząca z resztą nierozerwalną jedność (słowo to powtarza się w każdej relacji niczym refren).</div><div>Również więc i z tego punktu widzenia walka oraz pragnienie dominacji nad naturą nie ma żadnych racjonalnych podstaw.</div><div> </div><div><br></div><div>Zapytana przeze mnie o wspomniany efekt astronautka Nicole Scott stwierdziła z pełnym przekonaniem, że każdy członek misji kosmicznej na widok Ziemi już w pierwszych sekundach doświadcza potężnego uczucia łączności z planetą. Dzięki spojrzeniu z zewnątrz widzi jak na dłoni zależność każdego elementu planety od reszty. Na koniec dodała, że jest przekonana o tym, że aby doświadczyć tego efektu nie trzeba wyprawiać się w przestrzeń kosmiczną. „Wystarczy zmienić swoje nastawienie, pozwolić sobie na otwarcie się na doświadczenia, ludzi i obrazy, których wcześniej z jakiegoś powodu do siebie nie dopuszczaliśmy. Wszystko zależy od perspektywy” – zakończyła z uśmiechem. Bardzo to ze mną zarezonowało i właśnie w tym duchu staram się prowadzić na co dzień kąpiele leśne.</div><div><br></div><div class="imTACenter"><span class="fs11lh1-5"><b>Korzystna perspektywa</b></span></div><div><br></div><div> &nbsp;</div><div>W czasie wędrówki zdecydowanie więcej satysfakcji i korzyści przynosi świadomość bycia częścią krajobrazu, niż myśl o pokonywaniu kolejnego etapu tułaczki czy zdobyciu nowego szczytu. Walka, o której często mówimy w kontekście podróży owszem toczy się, jednak w nas samych; nigdy nie wychodzi poza naszą jednostkę. Mierzymy się z własną fizycznością, a nie Naturą per se, której w rzeczywistości jesteśmy nieodłączną częścią. Spojrzenie na cele naszych wypraw z większego niż dotychczas dystansu pozwala skupić się na samym doświadczaniu przygody i głębszym jej przeżyciu. To z kolei przynosi umysłowi korzystne i długofalowe efekty.</div><div><br></div><div></div><div class="imTACenter"><img class="image-0" src="https://www.mokudo.pl/images/07_77aqhvac.-lesne-podro-e.jpg"  width="958" height="639" /></div><div><br></div><div>Warto to sobie uświadomić i uważnie wsłuchać się w to, w jaki sposób myślimy i mówimy o podróżach. Nie jest przecież tajemnicą, że dobór słów determinuje to jak o danej rzeczy myślimy i odwrotnie. Zapewniam, że dużo cenniejszym wspomnieniem jest spotkanie z górą niż urojona z nią walka. A i w razie konieczności przerwania wędrówki do obranego celu, można zawrócić ze szczerą przyjemnością. Bo choć szkoda, że spotkanie trwało tak krótko, to mimo wszystko zawsze dobrze spotkać się z przyjacielem, choćby na chwilę.</div><div><br></div><div>-------------------------------------</div><div>Artykuł ukazał się w miesięczniku "<a href="https://dzikiezycie.pl" target="_blank" class="imCssLink">Dzikie Życie</a>", nr 7-8/2024.</div></div></div>]]></description>
			<pubDate>Fri, 24 Jan 2025 09:10:00 GMT</pubDate>
			<enclosure url="https://www.mokudo.pl/blog/files/perspektywa-podrozowania_thumb.jpg" length="41948" type="image/jpeg" />
			<link>https://www.mokudo.pl/blog/?korzystna-perspektywa-podrozowania</link>
			<guid isPermaLink="false">https://www.mokudo.pl/blog/rss/000000006</guid>
		</item>
	</channel>
</rss>